PimEyes, to coś więcej niż gadżet do rozpoznawania twarzy. Jest groźny!

17 Maj 2021 | Krzysztof Lewandowski | Gadżety
maska na twarz digital
Źródło: Pexels.com

Rozpoznawanie twarzy wzbudza sporo kontrowersji, ponieważ dane biometryczne uznawane są za prywatne, a przy pomocy PimEyes, możemy sprawdzić każdą twarz.

Technologia może mieć swoje złe i dobre strony, nawet gadżety, które służą ludziom, mogą być wykorzystane przeciwko nim. Dlaczego tak się dzieje o tym za chwilę, na razie skoncentrujemy się na samym zjawisku rozpoznawania twarzy. W Chinach ten mechanizm staje się coraz popularniejszy, ponieważ chiński rząd dąży do maksymalnej cyfryzacji społeczeństwa. Jednak Komisja Europejska uznała, że kontrola Europejczyków w miejscach publicznych musi opierać się na mniej inwigilujących mechanizmach, dlatego technologia zbierające dane biometryczne ma być ściśle nadzorowana, a złamanie przyjętych zasad ma spotkać się z surową karą.

Internet wykorzystuje wizerunek bez naszej zgody

Historia Internetu zna takie przypadki, w których dodane zdjęcie do portali społecznościowych zostało wykorzystane przez inne firmy do stworzenia kampanii reklamowych w innym kraju. Oczywiście wszystko bez wiedzy i zgody autora fotografii, a także osoby na niej przedstawionej. Dlatego pojawił się pomysł na stworzenie aplikacji lub całego portalu, gdzie ludzie mogą sprawdzić, czy ich twarz została wykorzystana w niepożądany sposób. W tym pomocna ma być stworzona przez dwóch studentów z Polski, strona internetowa o nazwie PimEyes.

Młodzi hakerzy

PimEyes wzbudza kontrowersje w Niemczech i w USA

Aplikację PimEyes porównuje się do innego produktu zza Oceanu, ponieważ w Stanach Zjednoczonych powstała podobna strona o nazwie: Clearview AI. Jej twórcy pobrali z sieci blisko 3 mld zdjęć bez zgody autorów. Tam również, podobnie, jak w polskim odpowiedniku można sprawdzić, czy nasz wizerunek został wykorzystany w nielegalny sposób. Jednak w odróżnieniu od Clearview AI, za który trzeba zapłacić, strona PimEyes udostępnia swoją bazę zdjęć darmowo. W ten sposób stała się ona doskonałym miejscem dla stalkerów oraz innych ludzi zainteresowanych czyimś życiem prywatnym. Również złodzieje zaczęli korzystać z jej funkcjonalności.

Polska aplikacja wzbudza kontrowersje, ponieważ łamie zapisy RODO, gdzie opisano w sposób czytelny, że nie można trwale przechowywać danych biometrycznych, które pozwalają na zidentyfikowanie osoby fizycznej. Według doniesień CNN właścicielem PimEyes na początku było dwóch absolwentów Politechniki Wrocławskiej: Łukasz Kowalczyk i Denis Tatina, jednak od pewnego czasu prawa do tego podmiotu ma inna firma, którą zarejestrowano w raju podatkowym, dokładnie na Seszelach. Tam nie obowiązują postanowienia RODO, co budzi jeszcze więcej kontrowersji i powoduje, że strona jest uznawana za groźną dla ludzi.

Czytaj dalej