Donald Trump walczy o wolność słowa! Google, Facebook, Twitter czekają

9 Lipiec 2021 | Krzysztof Lewandowski | Internet
Donald Trump idzie do sądu i pozywa korporacje
Źródło: Pixabay.com

Trudno podać bardziej wyrazistego polityka niż Donald Trump. Ma on swoich zwolenników oraz wielkich przeciwników. Teraz rozpoczął walkę z korporacjami.

Donald Trump spolaryzował opinię publiczną, a lata jego prezydentury były podkreślone wieloma kontrowersyjnymi decyzjami i wypowiedziami. Można powiedzieć, że ten prezydent był bardziej przedsiębiorcą niż politykiem, który umie wokół siebie zrobić odpowiedniej jakości medialny szum. Chociaż od jego ostatniego publicznego wystąpienia minęło sporo czasu, Trump co jakiś czas przypomina o sobie. Obecnie jego jednym z najnowszych projektów, jest walka z korporacjami. W tym całym pojedynku chodzi przede wszystkim o przywrócenie kont w mediach społecznościowych byłemu prezydentowi USA. Niestety po szturmie na Kapitol na początku 2021 roku Twitter, Facebook i YouTube zdecydowały się na zablokowanie profili Trumpa.

Gdzie leży granica wolności słowa w Internecie?

Donald Trump uważa, że jego sytuacja jest dowodem na to, że na świecie obowiązuje cenzura i coraz mniej osób publicznie może wyrazić swoją opinię. Dlatego składa on pozwy do sądu przeciwko największym korporacją internetowym na świecie. Takie posunięcie ma przede wszystkim przywrócić jego profile na Twitterze, Facebooku, czy kanale YouTube. Dla Donalda Trumpa jest to bardzo ważne, ponieważ media społecznościowe były jednym z jego ulubionych sposobów komunikacji z odbiorcami jego poglądów i treści. W tej sytuacji pojawia się pytanie, gdzie aktualnie znajduje się granica wolności słowa, a gdzie zaczyna się cenzura?

Google cybersquatting Argentyna domena internet

Odpowiedź na to pytanie jest nieco złożona w przypadku Google, Facebooka, czy Twittera, ponieważ musimy pamiętać, że są to firmy prywatne. A co za tym idzie, mają one własne regulaminy i prawo do moderowania treściami według określonych przez siebie standardów. Takie działanie w świetle prawa zapewnia im między innymi sekcja 230 ustawy Communications Decency Act, która zarówno chroni platformy przed odpowiedzialnością prawną za zamieszczane treści, jak i upoważnia je do podejmowania decyzji dotyczących ich moderacji – w tym decyzji o usunięciu.

Czy pozew Donalda Trumpa ma sens?

W związku z tym, że przepisy w zasadzie dają dowolność Facebookowi, Twitterowi i innym portalom społecznościowym w moderacji treści lub usuwaniu kont, wszelkiego rodzaju próby odzyskania profili przez Donalda Trumpa drogą sądową, wydają się skazane na porażkę. W tej sytuacji cały szum medialny jest bardziej próbą zwrócenia uwagi na problem, niż rzeczywistą drogą do jego rozwiązania. Poza tym ludzie można tutaj dopatrywać się również próby przypomnienia o sobie, jako o przedsiębiorcy i byłym prezydencie USA.

Czytaj dalej